Skończyło się jak zwykle. Odzyskałam zgubione wcześniej kilogramy. Leżę bez możliwości ruchu, cała obżarta. Cały dzień przed telewizorem. Odpoczynek od wczorajszego dnia i tygodni przygotowań do niego. Ludzie to jednak są dziwni. Ale gdyby nie było tych świąt, to byłoby nudno. Choć z drugiej strony... rutyna. To słowo jest tak rzadko używane. A przecież w naszym życiu jest non stop. Znów przypomniałam sobie, że tak naprawdę sama muszę się o siebie martwić. Jest może z 2-3 osoby poza rodziną, które są ze mną i wiedzą wszystko. Tak chyba powinno być. Kończy się rok. To taki pretekst do "zaczęcia nowego życia". Wywalamy brudny, wszystko zaczynamy od początku. Ale stop. To temat na noworoczny post. Wszystko pakuję do jednego, kiedy muszę się wygadać, a tak naprawdę nie mogę, mimo że traktuję to miejsce jak spowiednik. Zachowam to dla tych 2-3 osób. Coś musi sprawiać, że są wyjątkowi.
Znów ujawniła się moja słabość, do takiej muzyki...







