Post będzie dziś długi. Nie ze względu na tekst, ale jego wymiary. Chociaż u mnie ostatnio też dużo się dzieje, więc jest o czym pisać. Pomiędzy kolejnymi wizytami u dentysty (a czeka mnie ich jeszcze trzy), staram się robić coś w tym moim małym mieście liczącym już ponad 400 mieszkańców. 30 kwietnia minęły dwa lata, od kiedy kliknęłam magiczny przycisk "Utwórz bloga". Tyle czasu to już coś. Chyba mogę nazwać się blogerką, chociaż kiedy patrzę w lustro i myślę "blogerka", to chce mi się śmiać, ale prawdę mówiąc stało się to moim głównym zajęciem. Jestem chyba znana (albo nie) z tego, że nigdy nie mogę zdecydować się na konkretny wygląd bloga. Właśnie trochę go przerobiłam bo wydawał mi się zbyt słodki jak na mnie. Myślę, że niedługo całkiem go zmiksuję i zrobię coś w stylu minimalistycznym. Mam niby czas teraz, kiedy są matury, ale po prostu mi się nic chce. Matury. Za dwa lata będę pokazywać wam strój z mojego pierwszego dnia matur. Tyle egzaminów mnie jeszcze czeka. Ludzie są wiecznie selekcjonowani i dzieleni na grupy. Chociaż to wiąże się też z obowiązkami społecznymi, więc to raczej nie jest nic złego.
Zaczął się sezon komunijny. Wczoraj zaliczyłam swoją. To znaczy nie swoją, kuzyna. Takiemu wydarzeniu można poświęcić spokojnie jeden post, ale kiedy tak myślę to żadne zdanie nie przychodzi mi do głowy.
Siedzę na różowej kanapie, kilka godzin temu wróciłam od dentysty i czuję się dobrze. Właśnie okazało się, że jednak mam plany na jutrzejszy dzień. Przynajmniej nie będę siedzieć i objadać ciastem z komunii...
| bluzka- Primark | kapelusz- H&M | łańcuch- River Island | spodnie- New Look | buty- River Island |









