Mam za sobą bardzo burzliwy tydzień. Dosłownie burzliwy. Wtorkowy grad na szczęście złapał mnie, kiedy byłam już w autobusie, ale hałas był tak duży, że nie słyszałam własnych myśli. Największe kulki miały na oko 3-4cm średnicy. Za to w czwartek w szkole czułam się tak potwornie, że nie chcieli mnie puścić samej do domu. Na szczęście dojechałam przytomna. W piątek poszłam z siostrą nad jezioro porzucać kamieniami. To znaczy w zamiarze miałyśmy rzucanie kaczuszek, czy coś, ale wyszło na to, że nawet ja tego nie umiem. Zerwałyśmy lilię i kilka innych kwiatków. Muszę częściej tak wychodzić z domu, bo całkowicie zalęgnę na tej kanapie.
Wczoraj byłyśmy na turnieju tanecznym. Głównie dlatego, że moja siostra również występowała, ale naprawdę było warto to zobaczyć. Nie przepadam specjalnie za tańcami standardowymi, już lepsze są latyno-amerykańskie, ale aż miło się patrzy na tak wysoki poziom. Szkoda było iść do domu...
Poza spacerem w piątek wybrałam się też z Marysią na szybkie zakupy do galerii. Jestem zadowolona nie tylko z tego, że kupiłam 2 sukienki za 6 dych, ale głównie dlatego, że weszłam w mniejszy rozmiar. To już w ogóle był kosmos.
Piękny siniak.
Ostatnią część dzisiejszej notki chcę poświęcić najważniejszej dziś osobie. Nasza kochana, mądra, miła, zabawna, słodka, zawsze radosna Mary obchodzi dziś swoje 17 urodziny! Wszystkiego najlepszego chudzielcu <3 I wracaj już z tego Londynu :*
I zdecydowałam, że jednam udostępnię wam mojego Snapchata. Uzależniłam się od tego dziadostwa.
alex.elle






