Dlaczego to tak znienawidzona pora roku? Chyba już tak mamy, że musimy mieć na co zrzucić winę za zły humor, senność i rozdrażnienie. Jesień sprawia wrażenie przytłaczającej i ciemnej. Świetny moment żeby poużalać się nad sobą i ponarzekać. Bo zimno. Bo mokro. Bo się nie chce. Bo trzeba wstać. Bo skończyła się kawa. Bo koc nie grzeje. Bo włosy nie takie. Bo jesień jest zła. Życie jest złe. Ona nie temu służy. Jest jesień- masz być cicho. Lato jest od krzyku, teraz pora zwolnić.
Kocham jesień. Za tę zmienność. Za muzykę. Za cudowny zapach powietrza.
Za wszystkie piękne, złote i czerwone liście. Za podmuch wiatru, który je strąca. Nie ma piękniejszego widoku. W takich momentach cieszę się, że z każdej strony otaczają mnie pagórki. Mniejsze, większe, kolorowe, idealne. Rzadko kiedy porusza mnie natura, ale lasy mają w sobie coś magicznego, szczególnie jesienią. Są w zasadzie definicją tej pory roku. Cicho, tajemniczo, kolorowo. Wystarczy wziąć głęboki oddech, żeby znaleźć się w zupełnie innym świecie.
Za poparzony język. Usprawiedliwione kalorie, które nie tylko cudownie smakują, ale też rozgrzewają. Nie piję kawy, jestem zwolenniczką czekolady w każdej postaci. Jesień nadaje jej zupełnie innego smaku. Ewentualny zamiennik: mocna herbata z miodem lub mleko. Z każdym jednak wygrywa czekolada. Absolutny i niezmienny jesienny ulubieniec.
Za szybko zapadający zmrok. Przepis na perfekcyjny jesienny wieczór: idealna czekolada w ulubionym kubku, najcieplejszy na świecie koc, wełniane skarpetki i niekończąca się dawka muzyki. Z jesienią najbardziej kojarzą mi się The Neighbourhood i Bastille. Później- według uznania- dobra książka albo laptop. Koniecznie wyłącz facebooka. Niech nikt nie zakłóca tej chwili.
Za kropelki deszczu spływające po moim oknie. Niech do tego wszystkiego przyjdzie ogromna chmura. Czy może być jeszcze lepiej? Może jestem nienormalna, ale czasem siedząc i grzebiąc w internecie lub podczas zasypiania, włączam sobie dźwięki padającego deszczu. Polecam www.noisli.com. Radzę wcześniej iść do łazienki.
Kochajcie jesień. Miłych wieczorów ❤
Kiedy przeglądam sobie blogi, które podajecie w komentarzach albo sama znajduję jakieś linki, czasami naprawdę łapię się za głowę. Rozumiem, że sporo młodych czy nowych blogerów pod wpływem emocji dodaje na niego dosłownie wszystko, co tylko można. Albo od innej strony... wiele osób nie potrafi poradzić sobie z pewnymi kwestiami związanymi z prowadzeniem bloga. Sama mam z jedną z nich problem. Ważne jest to, żeby z czasem przyswajać sobie te najważniejsze zasady i wkręcić się w to blogerskie życie. Dzisiaj omówię 5 podstawowych, według mnie, kwestii, które mają ogromny wpływ na całokształt bloga, a co za tym idzie- na liczbę czytelników ❤
Bo przecież o to w tym wszystkim chodzi. O tekst. Blogi mają tę zaletę, że nie ograniczają. Nie musicie pisać wypracowań takich, jak w szkole, pięknych, idealnych. Ale tę wolność trzeba umiejętnie wykorzystywać- stosować język swobodny, przystosowany do odbiorcy. To nie zwalnia z obowiązku dbania o ortografię i interpunkcję. Jestem w klasie humanistycznej, więc denerwują mnie nawet powtórzenia. Mnie też pewnie czasem się zdarzają, ale ciągłe używanie słowa "bluzka", kiedy opisujesz tę, którą ostatnio kupiłaś nie jest zbyt wygodne dla czytelnika. Poza tym- to twój tekst. Zanim go opublikujesz przeczytaj post raz jeszcze, a nuż uda ci się wychwycić jakieś niepotrzebne pomyłki, literówki etc. Błędy ortograficzne są automatycznie podkreślane, więc też nie powinno być z tym problemu. Internet pomaga nam z wszystkich sił, żeby te treści były doskonałe ;)
Teraz pora, żeby nasz tekst opakować w piękne pudełko. Dbaj o oczy swojego czytelnika! Nie używaj jaskrawych kolorów jako tło teksu. Nie mogą się również zlewać, bo ciężko jest wtedy wychwycić jakiekolwiek słowa. Najlepiej utrzymać wszystko w jasnych, bądź kontrastowych kolorach. Jak dla mnie- zawsze wygrywa biel. Dopasuj do niej inny kolor, baw się nimi. Zaprojektuj nagłówek używając jakiejś śmiesznej czcionki. Do posta zastosuj klasyczną, czytelną. W końcu to wszystko ma ułatwić odbiór treści. Twój czytelnik powinien umieć poruszać się na twoim blogu już po pierwszych odwiedzinach. Nie bój się pustych przestrzeni! Blog nie ma być graciarnią (chyba, że miałaby to być metafora twojej osobowości). Weź kartkę, długopis i na spokojnie rozplanuj elementy, które chcesz tam zamieścić. Eksperymentuj!
Naprawdę lepsze jest jedno zdjęcie w dobrej jakości, niż 20 podobnych do siebie, na których można policzyć piksele. Nie każdy interesuje się fotografią, ja na przykład jestem zielona w tej kwestii, ale warto się trochę pouczyć. Jeśli robisz zdjęcia sobie to najlepiej sprawdzą się jasne tła. Warto użyć aparatu fotograficznego, telefon nie zawsze się tutaj sprawdza, oczywiście zależy od modelu. Weź ze sobą koleżankę, kolegę, znajomego, który zna się na zdjęciach i idźcie w plener, Najważniejsza jest jakość i oświetlenie. Filtrami możesz bawić się na komputerze. To prawie to samo, co dodanie zdjęcia na Instagram. Nic trudnego, a jaki daje efekt!
Też masz tak, że nagle przychodzi ci do głowy świetny pomysł na post, ale kiedy zaczynasz pisać to całkowicie o nim zapominasz? Nawet nie wyobrażacie sobie ile świetnych postów was przez to ominęło. Teraz, kiedy coś sobie wymyślę to zapisuję to w telefonie lub zeszycie. Przydatna jest również organizacja samego posta. Które kwestie poruszyć najpierw, jaką dobrać grafikę etc. W kwestii systematyczności: nie pisz na siłę. Jeśli starasz się robić to raz na dwa tygodnie, to nie planuj tego co do dnia. Mam coś takiego za sobą i marnie mi to wyszło. Nie ma sensu pisać też codziennie. Daj czas na dotarcie posta do czytelnika, a w międzyczasie planuj kolejne. Staraj się też nie robić 2-miesięcznych przerw, bo może skutkować to spadkiem zainteresowania.
Tutaj w zasadzie mam jedną, ale bardzo ważną sprawę do poruszenia. Pasek z muzyką, który uruchamia się automatycznie. Założę się, że większość osób, które wchodzi na te blogi słucha już na słuchawkach jakiejś muzyki (np. ja), a potem w popłochu próbuje nacisnąć przycisk, żeby wyłączyć to, czym autor chciał się podzielić. Dobrym sposobem do przekazania jakiej muzyki słuchasz będzie post o tym. Do każdego możesz też wklejać paski z Youtube, sama to kiedyś stosowałam. Albo po prostu wyłącz opcję automatycznego uruchamiania. Jeśli ktoś będzie zainteresowany muzyką- włączy ją sam.
Każdy z tych punktów niesie ze sobą jedno: myśl o swoich czytelnikach i nie utrudniaj im dostępu do treści, które tworzysz zbędnymi dodatkami. Efekt gwarantowany. Tak naprawdę trzeba bardzo niewiele, żeby blog był pozytywnie odbierany. Przecież chcemy zatrzymywać, a nie odstraszać, prawda? Powodzenia ❤
Wracam z samymi dobrymi newsami. Mam nowego laptopa i pełno zapału do pracy. Jeszcze uczę się rozmieszczenia tej klawiatury, ale to już najmniejszy problem. Post mógłby być już wczoraj, ale że nie miałam wifi i ratował mnie tylko internet w telefonie, to nie mogłam na nim praktycznie nic zrobić. Ale problemów już nie ma, internet śmiga jak szalony, nic tylko pisać i dodawać zdjęcia. Kilka nowych fajnych serii postów się szykuje, ale dzisiaj mam dla was aż dwie zaległe relacje. Jak wspominałam ostatnio, 25 sierpnia ruszyłyśmy w tripa na koncert Violetty. Fakt, czułam się tam trochę staro, ale zabawa była świetna. Mogłam wcześniej słuchać więcej tych piosenek, to przynajmniej umiałabym teksty, ale i tak jestem pod wrażeniem całego show. Zdecydowanie wolę zamknięte koncerty, starannie przygotowane, wyćwiczone. To ma być taki muzyczny spektakl. A oni wszyscy są tacy śliczni, że jeju *.*
Tak więc uważam to za jedno z najfajniejszych wspomnień tych wakacji. Moje urodziny chyba nie mogą się już do nich zaliczyć. Mimo że 18 lat skończyłam 27 sierpnia to imprezkę nad wodą zrobiłam tydzień później, bo wszyscy woleli iść na koncerty niż do mnie ;(
Ale i tak było bardzo spoko, jedynym minusem była chyba pogoda, przez którą cały dzień się stresowałam. Sprawdzałam ją na internecie co godzinę i wzroku nie odrywałam od okna. Trochę paranoja, ale w końcu i tak wyszło słońce. 10 stopni w nocy wcale mi nie przeszkadzało. Tylko teraz trochę ciężko mi się oddycha przez zatkany nos.
Ogólnie to chciałam dość dużo rzeczy na nią zrobić sama. Miało być kolorowo i fajnie. Impreza była w piątek, a ja w środę zorientowałam się, że przecież nic nie mam poza tymi różowymi pomponami. Trochę musiałam przysiąść, ale zdążyłam wszystko ogarnąć. Butelkowana woda, świeczniki i inne ozdobne pierdetki. Moim zdaniem takie właśnie rzeczy nadają charakter imprezie, więc się uparłam i zrobiłam wszystko jak trzeba. To nawet nie było takie trudne. Przydatne w wielu sprawach okazały się bibułki niekarbowane z Carrefoura za 30r. Po co mi marmury i diamenty jak mam bibułę.
Impreza w sumie trwała do 12 następnego dnia, bo później większość zwaliła mi się na noc do domu. W rezultacie spaliśmy na kupie. To znaczy na podłodze w sumie. Wiecie o co chodzi.
Także jestem nową dorosłą w blogosferze. Pora kolejny raz zmienić wiek w opisie. Zaczynam czuć się tutaj coraz starzej, ale i tak was tu nie zostawię <3
Teraz obczajcie zdjęcia i dawajcie znać co tam, jak tam. See ya ❤
A za piękne zdjęcia dziękujemy Gabrysi!
A za piękne zdjęcia dziękujemy Gabrysi!
Violetta❤
Krótki wypad w góry- udany. W końcu mogłam połączyć rzeczy, na których zależało mi najbardziej. Mieszkałam w domku z bali i pokoju świeżo po remoncie.
Warunki idealne i niedaleko do centrum. Nie miałam nic lepszego do roboty tylko latanie na Krupówki co wieczór. Po pierwszym dniu trochę ciężko się szło. Zakwasy nie są fajne. Ale jestem z siebie dumna, bo chodziłam po górach w Tomsach i nie dość, że przeżyłam to nawet niczego sobie nie złamałam. Weekend minął przyjemnie. Zaczynając od Kasprowego Wierchu, przez udział w wyzwaniu Pepsi (wybrałam Colę of kors), po małe urodzinki mojej mamusi. Ale hitem niedzieli było minięcie na ulicy Zuzy Kołodziejczyk. Nigdy sobie nie wybaczę, że nie podeszłam. Byłoby selfie życia! Dalej sie jaram, jezu.
Od wczoraj zaczynam trochę konkretniej zajmować się moimi osiemnastkami. Wbrew pozorom strasznie dużo pierdół trzeba dopilnować. W dodatku ja, jako perfekcjonistka, nawymyślałam sobie nie wiadomo czego. Ma wyglądać pięknie, ale chyba przez tydzień nie ruszę się z domu żeby to wszystko ogarnąć (jak bym teraz gdzieś wychodziła hehe). Ale to będzie też dobra okazja, żeby zacząć tu jakieś DIY, bo aż sama się dziwię, że mam takie fajne pomysły.
A no i przecież! 25, we wtorek wyruszam do Krakowa na Violetkę i jaram się chyba bardziej niż moja mała siostra. Pewnie następny post będzie jakąś mini-relacją z koncertu. W ogóle muszę wrócić do tygodniowego systemu, bo wychodzę z wprawy. Narzekam, że nie mam co robić zamiast się ogarnąć i coś napisać. Dziś się ogarnęłam i jestem z siebie dumna. See ya!
SNAPCHAT: alex.elle
SNAPCHAT: alex.elle
Dopiero połowa miesiąca. Poudawajcie, że chcecie już szkołę, to też będzie wam się dłużyło. Dobry patent, polecam. Tylko ja nie udaję. Tęsknię za klasą i chcę już mieć wszystko poukładane. Jedyny minus jest taki, że będę coraz bliżej matury, ale czas leci ciągle. Od narodzin jest mi coraz bliższa.
Już 1/2 planów wakacyjnych za mną. Minęło wesele, największa atrakcja. Trochę głupio, bo w sumie nie mam zbyt wielu zdjęć i taką pełną relację pasowałoby zrobić kiedy już dostanę te od fotografa. Z drugiej jednak strony będę musiała na to poczekać kilka miesięcy, a wtedy sprawa nie będzie już tak aktualna jak teraz. Mimo wszystko wolę chyba zrobić to raz a porządnie. Mogę jedynie dodać, że to było najlepsze wesele w moim życiu.
Skoro ten etap mam za sobą mogę bardziej skupić się na sobie i swojej osiemnastce. Został miesiąc więc jakiś zarys mam w głowie, ale zobaczymy jak to wyjdzie.
Od kilku dni z rzędu chodzę nad wodę. I kto by pomyślał, że mam za domem taki mały raj! Zakochałam się w tym miejscu. Może nie jest najpiękniejsze, ale mnie taki krajobraz w zupełności wystarcza. W sobotę byłam tam z siostrami, żeby spędzić ze sobą trochę czasu przed rozstaniem.





















